Wybory

Wybory

 

„Niewielki jest wybór wśród zgniłych jabłek”.

William Shakespeare

Gdyby tak pęd do władzy przekładał się na pęd do pracy, to z pewnością Polska byłaby krainą szczęśliwości. Wiarygodność oraz prawdomówność to pojęcia, które odmieniane są teraz przez wszystkie przypadki. Trwa szaleńczy wyścig na obietnice; zrobimy, zapewnimy, zbudujemy, pozyskamy, zajmiemy się, naprawimy, ulepszymy, pochylimy się, damy waszym rodzinom, bo rodzina jest najważniejsza, zwłaszcza rodzina „na swoim”, a w praktyce nasza na waszym.

Znów w przestrzeni publicznej możemy zobaczyć całe hordy odwiecznych naprawiaczy świata, walczących o równość oraz szczęście innych. Ich dłonie nigdy nie zhańbiły się organiczną pracą, bo są po prostu lewe do roboty. Lewe są również ich interesy, a także lewe dyplomy, lewe nazwiska oraz lewe życiorysy. Całe życie na społecznym pasożytnictwie i okradaniu z owoców pracy uczciwych ludzi. Na bilbordach, ulotkach czy telewizyjnych ekranach pojawiają się również zatroskane twarze – ze wzrokiem tęskniącym za rozumem – „nowośmiesznych” postępowców, którzy chcą wszystkich uszczęśliwić aborcją, in vitro, tolerancją oraz pokojem na świecie. Wszystko, co im się nie podoba ma być zakazane, a wszystko, co im się podoba powinno być za darmo. Ot taka wizja świata. I z tego powodu w tym środowisku, to nawet ciężko być głupim – zbyt duża konkurencja. Inna kategoria kandydatów, to tacy, których „wypycha” w świat polityki lokalny układ towarzysko-biznesowy. Zwykli ludzie nienawidzą tego towarzystwa, bo cały ten biznesowy sukces wyrósł na ich krzywdzie. Dlatego ten nieformalny komitet wystawia do walki wyborczej jakiś medialnych ludzi; celebrytów (znanych z tego, że są znani) czy byłych sportowców, którzy po wygranej będą z urzędu pilnowali ich interesów. Ten rodzaj ‘słupów” nie ma pojęcia o wyobrażeniu tzn. wydaje im się, że cały dobrobyt i ludzka energia bierze się z ćwiczeń gimnastycznych oraz lektury ich biografii. Kazali i opłacili, więc kandydują. To klasyka wyborów, nie tylko polskich.

Kolejni chętni do służby obywatelom to tzw. „społecznicy i altruiści” z różnych organizacji pomocowych. W Polsce jest zarejestrowanych prawie 84 tysiące fundacji i stowarzyszeń, które w swojej działalności statutowej deklarują pomoc innym. To ewenement w skali światowej. Bycie samorządowcem i prezesem fundacji daje zupełnie nowe możliwości. „Nic tak nie bogaci człowieka, jak pomoc charytatywna” – to freudowskie przejęzyczenie szefowej fundacji „Porozumienie bez barier”. Nic tak również nie dodaje splendoru, jak „szlachetne” przedsięwzięcia w odpowiedniej oprawie medialnej. Oj, „wstydzilibyśmy się swoich najszlachetniejszych uczynków, gdyby świat wiedział, z jakich powodów je uczyniliśmy”. Podam przykład zagraniczny z wątkiem polskim. Otóż, lider zespołu rockowego założył fundację, która miała pomagać dzieciom w Afryce. W 2008 roku ta organizacja zebrała 9,6 mln funtów. Ostatecznie na pomoc przeznaczono 118 tysięcy (czyli ok. 1%), a resztę wydano na wynagrodzenia dla zarządu, wykwintne kolacje, bale, rauty oraz spotkania integracyjne. Ta krótka analiza pokazuje, że na zachodzie akcja „Przekaż 1% potrzebującym” była znana dużo wcześniej niż u nas i oczywiście niepotrzebna była do tego ustawa. Dodam jeszcze, że ten wokalista, i jednocześnie szef tejże fundacji, jest mocno zatroskany stanem polskiej demokracji oraz zupełnie wstrząśnięty łamaniem naszej Konstytucji, do tego stopnia, że ostatnio podczas koncertu stracił głos.

Następni to są zaklinacze rzeczywistości – biznesmeni i nuworysze, którzy od razu deklarują, że nie interesują ich pieniądze za diety, bo już sprawdzili się w biznesie, a teraz chcą sprawdzić się w polityce. Te żałosne 1500 złotych diety to jest przecież pensja moich pracowników! Nie dla pieniędzy, dla naszej małej ojczyzny! Nieustannie zapewniają też o swojej uczciwości i tak bardzo walczą o prawdę, że aż zaczynają łgać w żywe oczy: „O nie, proszę pana! Ja jestem uczciwy, wziąłem za 3:0, to będzie 3:0”! Ten typ ludzi, w swoich projekcjach, dzieli innych na tych, którzy już ich oszukali i tych, którzy dopiero ich oszukają. Tak więc, nie warto!

Inni przybywają tu, aby kandydować wprost z kosmosu. Ich płeć oraz upodobania nie są w ogóle znane zacofanym ludom, zamieszkującym tereny między Bugiem a Odrą. Dlatego próby zafascynowania wyborców swoją odmiennością oraz innym postrzeganiem świata, przez te tragiczne jednostki, kończą się jedynie głosami politowania.

I ostatnia kategoria chętnych to ci, którzy są na ciągłym głodzie władzy i łatwego pieniądza, zdolni do każdej niegodziwości oraz każdego kłamstwa. To wędrujące za poparciem – z partii do partii – robactwo, które jest w stanie zniszczyć każdego, kto stanie na ich drodze. Ci to dopiero potrafią budować lokalne sitwy oraz grupy interesów. Takie patologie mają dziś miejsce na każdym szczeblu władzy; w małych gminach, miasteczkach i dużych miastach, powiatach, starostwach czy urzędach marszałkowskich. Kliki, koterie oraz wszechobecny nepotyzm, bo przecież rodzina też musi gdzieś pracować. Największym mankamentem tego skostniałego układu jest to, że niektórzy ludzie byli awansowali tak długo, iż osiągnęli już próg swojej niekompetencji, dlatego liczba urzędników ciągle rośnie, aby system się nie zawalił. Ów system jest tak rozbudowany, że praktycznie funkcjonuje tylko dla samego siebie.

Kończąc, przypomnę, że ludzie dzielą się na mądrych i głupich oraz na dobrych i złych. Zawsze warto stawiać na tych pierwszych, ponieważ nawet, kiedy nie wyjdzie, to lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.

Podziel się tym z innymi...

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook