Jak hartowała się „demokracja”

Jak hartowała się „demokracja”

Czy mamy jeszcze na coś wpływ i o czymś decydujemy w tym globalnym świecie, sterowanym przez silnych i możnych? Mark Twain twierdził: „Gdyby wybory mogły coś zmienić, to na pewno byłyby zakazane”. Ci, którzy wiedzą, jak robi się parówki, nigdy ich nie jedzą. Identycznie jest z polityką. Każdy mądry oraz uczciwy człowiek, który zaangażuje się w politykę, szybko zauważy, że nagle przeciwko niemu organizują się wszystkie miernoty i złodzieje. Ta „obrona” gorszego przed lepszym funkcjonuje dziś w każdej dziedzinie życia jako gwarant nienaruszalności układu, eliminującego mądrzejszych i niezależnych.

Ojcowie założyciele tzw. III RP do tej pory są pod wrażeniem dzieła, które stworzyli. Z tego ogólnoświatowego sukcesu zadowoleni są również jego nieliczni beneficjenci, krajowi i zagraniczni. Po części jest to zgodne z tym, co dawno temu zauważył Platon, iż demokracja to rządy bogatych nad biednymi. Nie jest więc w interesie bogatych, aby obywatele stawali się zamożni, bowiem tylko biednych można całkowicie zniewolić, pożyczając im pieniądze na przetrwanie, które w naszych warunkach nie jest możliwe nawet dla tych, którzy otrzymali przywilej świadczenia pracy. Im jest biedniej, to tym większe eldorado dla ludzi chciwych i bezwzględnych. Np. na głównej ulicy mojego miasta funkcjonuje prawie 40 oddziałów bezproduktywnych banków i domów finansowych oraz kilkanaście kantorów i lombardów. W każdej bramie swoje siedziby mają lichwiarskie „chwilówki”, zakłady bukmacherskie, kolektury i salony gier. Reszta to kebaby oraz sklepy monopolowe. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że z takich miejsc ludzie masowo wyjeżdżają, by zwyczajnie przeżyć. Nie bez powodu całą transformację rozpoczęto od likwidacji przemysłu włókienniczego, stoczniowego, hutnictwa, górnictwa, telekomunikacji czy PKP, a więc wielkich skupisk klasy robotniczej, która mogłaby kilofami i łopatami, przeszkodzić w „demokratycznych” przemianach.

Nasza młoda demokracja opiera się na autorytetach – takich świeckich świętych, wykreowanych przez samozwańcze elity, wywodzące się wprost z całej patologii III RP. Nawet pobieżna lektura ich życiorysów, pozwala ustalić, że są to zwykli kłamcy, uzurpatorzy oraz intelektualni oszuści, którzy w młodości równie dziarsko bronili socjalizmu, co teraz tej fasadowej demokracji. Ten „ugadany” twór pozwolił im się nie tylko uwłaszczyć, ale zagwarantował im zupełną bezkarność. Resztę, poprzez likwidację i rabunek, zdegradowano do roli pariasów Europy, upokorzonych biedą, bezdomnością, wykluczeniem społecznym oraz ekonomiczną emigracją. W mojej ocenie, to polska wieś poniosła największą ofiarę pierwszych lat transformacji tzw. Planu Balcerowicza.
Nie ma demokracji dla wrogów demokracji – hasło z okresu Rewolucji Francuskiej dziś znów jest na ustach pogrobowców dawnego systemu, którzy w swojej bezczelności, uzurpują sobie prawo do prawienia kazań o moralności, przyzwoitości i oczywiście o postanowieniach Konstytucji. Jej zagorzali orędownicy mogą liczyć na pobłażliwość „nadzwyczajnej kasty”, wprost wychowanków Centralnej Szkoły Prawniczej im. Tadeusza Duracza. Dlatego swobodne wyrażanie opinii czy poglądów, zagwarantowanych przecież w tym świeckim katechizmie, jest karane surowiej niż pobicie do nieprzytomności młodej dziewczyny czy przejechanie staruszki na pasach, bez prawa jazdy i wymaganych prawem przeglądów. Ta „nadzwyczajna kasta”, będąca przecież częścią tej samozwańczej elity, uznała od początku transformacji, że złodziejstwo staje się prawem powszechnym. Tej strukturalnej patologii nie widać końca, bo trudno znaleźć choćby jedną osobę z tego półświatka, która odbywałby karę więzienia za jedną z tysięcy afer czy złodziejskich prywatyzacji. W państwie prawa nic bardziej nie ogranicza przestępczości niż nieuchronność kary, ale w „państwie teoretycznym” to tylko teoria. Nie ma tyrani i nieprawości bez usłużnej kasty sędziowskiej – to prawda stara jak świat. Najlepiej wytłumaczył to nagrany przez służby herszt przestępczej organizacji (po -zbieżność skrótu nieprzypadkowa) pewnemu biznesmenowi, że „do biznesu idzie się po pieniądze, a do polityki po jeszcze większe”. Znakiem rozpoznawczym tej „grupy trzymającej władzę” jest maniakalne kolekcjonowanie mieszkań, działek, apartamentów, kamienic, drogich zegarków oraz rabowanie wszystkiego, co było wyposażeniem ich służbowych gabinetów czy rezydencji. Aż dziw bierze, że to wszystko ze służby obywatelom na państwowych posadach? Rzeczywiście można się już pogubić, czy „moda” na to, aby hochsztaplerzy, alkoholicy, degeneraci, konfidenci, a nawet analfabeci uchodzili za elitę, przyszła z Brukseli do Warszawy, czy też stało się odwrotnie? To zacne towarzystwo dziś skutecznie broni się przed jakimkolwiek recenzowaniem ich występków oraz legalności posiadania. Sposób jest prosty, bo wystarczy owinąć się tęczową flagą i krzyczeć, że to mowa nienawiści, pełzający faszyzm i że w Polsce łamana jest Konstytucja, i biją tu pastowanych murzynów, a wnet cały postępowy świat staje w ich obronie. I tu mamy kolejny paradoks naszej demokracji. Ze statystyk wynika, że III RP ma na sumieniu życie prawie 70 tysięcy swoich obywateli, którzy popełnili samobójstwa z przyczyn ekonomicznych. Tym ludziom nikt nie pomógł, a jedynym wytłumaczeniem tych, którzy do tego doprowadzili jest to, że „ci ludzie nie poradzili sobie w nowych warunkach”. I to jest po prostu obrzydliwe!

Dziś świat postępu, reprezentowany przez zdegenerowanych eurokratów i opętane manią równości lewactwo, tworzy nowe świeckie świętości, tzw. poprawność polityczną oraz tematy tabu, które są używane do globalnej manipulacji oraz ochrony interesów możnych tego świata. „Jeśli chcesz się dowiedzieć, kto naprawdę nami rządzi, to po prostu wystarczy sprawdzić, kogo nie wolno krytykować?” Te nowe wartości, „odmienne style życia” oraz nakazy bezrefleksyjnego tolerowania spraw i zachowań, które budzą w normalnym człowieku przerażenie oraz wstręt, służą również stygmatyzowaniu każdego, kto podejmie najmniejszą próbę ich kontestowania. Lęk przed takim wykluczeniem czyni człowieka bezradnym oraz ogranicza mu świadomość. Żeby się buntować, trzeba być świadomym! Tylko uzasadniony i świadomy sprzeciw przeciwko złu, krzywdzie czy moralnemu zepsuciu jest świadectwem naszego istnienia. I oni o tym doskonale wiedzą!

Podziel się tym z innymi...

1 komentarz

  1. Brawo i tak trzymaj Darku. Jestem przekonany, że na tym nie skończysz.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook